Muchomor zielonawy, znany też jako muchomor sromotnikowy, odpowiada za 90 proc. śmiertelnych zatruć grzybami na świecie. Czasem wystarczy zjeść jeden kapelusz, by umrzeć na skutek zatrucia – powiedziała PAP mykolog dr hab. Marta Wrzosek.
Ten groźny grzyb zawiera w sobie szereg związków toksycznych – to fallotoksyny, jak np. falloidyna czy fallolizyna oraz amatoksyny, jak np. amanityna.
"Te pierwsze niszczą komórki krwi człowieka, ale są w większości substancjami nietrwałymi, które ulegają rozkładowi przy podgrzewaniu" – powiedziała PAP dr hab. Marta Wrzosek – biolog, mykolog, profesor UW, pracownik Ogrodu Botanicznego i wykładowca na Wydziale Biologii UW.
Niestety, gorzej jest z toksynami z drugiej grupy. "Amanityna się tak łatwo nie rozkłada, nawet długie gotowanie jej nie niszczy. Amatoksyny, żeby uległy zniszczeniu, muszą być poddane temperaturze co najmniej 260 stopni C., więc grzyb się prędzej zwęgli, niż to nastąpi" – wyjaśniła mykolog.
Ostrzegła, że w Europie najgroźniejszym grzybem trującym jest muchomor zielonawy, znany też jako muchomor sromotnikowy. "Wystarczy jeden kapelusz, by umrzeć na skutek zatrucia" - wskazała.
To właśnie amanityna sprawia, że muchomor zielonawy jest śmiertelnie niebezpieczny dla człowieka. Powoduje ona zniszczenie komórek wątroby. "Cała maszyneria komórkowa w wątrobie staje. To tak, jak byśmy włożyli kij w szprychy roweru – już nie pojedzie dalej. Tak samo jest z wątrobą. Po zatrzymaniu tworzenia się RNA komórki ulegają apoptozie, czyli po prostu się rozpływają" – podała ekspertka.
Często jedynym ratunkiem dla osób zatrutych muchomorem sromotnikowatym jest więc przeszczep wątroby, ale nie zawsze udaje się uratować życie ofiar. Po pierwsze dlatego, że objawy zatrucia pojawiają się późno – po sześciu, a czasem nawet po 16 godzinach, kiedy toksyny przeniknęły już do krwi. Czas jest tutaj bardzo istotnym czynnikiem.
Muchomor sromotnikowy, Adobe Stock
Kiedy więc pojawią się już zawroty i bóle głowy, kolki, wymioty, biegunka, przyspieszenie tętna i trudności w oddychaniu, należy zatrute osoby, jak najprędzej przewieźć do szpitala sugerując możliwe zatrucie muchomorem zielonawym, co może przyspieszyć procedury – w tym szukanie odpowiedniego dawcy. Czas mijający od spożycia grzybów ma tu podstawowe znaczenie dla rokowania.
"Kłopot w tym, że jeśli zdarzają się zatrucia tym grzybem, to zwykle ulegają im całe rodziny, gdyż kilka muchomorów zielonawych trafia do wspólnego garnka z innymi smacznymi grzybami" – powiedziała.
Dodała, że zatruci muszą trafić na oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie aparatura będzie podtrzymywała ich funkcje życiowe do czasu znalezienia dawcy, a w mniejszych szpitalach na OIOM-ach są po dwa miejsca, a nie pięć, więc pacjentów trzeba wieźć dalej – a czas leci. "Lekarze muszą szybko decydować, kogo ratować, a kogo odesłać do innego szpitala, co może oznaczać wyrok, bo czas działa na ich niekorzyść" – zobrazowała Wrzosek.
Ekspertka zauważyła jednak, że szczęśliwie w tym roku, poza jednym przypadkiem, nie było jeszcze zatruć tymi grzybami. "Z roku na rok ich liczba spada, co jest wynikiem edukacji i rosnącej świadomości grzybiarzy, ale bądźmy czujni, bo sezon grzybowy jest w toku" – podsumowała.(PAP)
Grzyby jako pasożyty pełnią rolę selekcjonerów. I to jest dobra rola, a bycie pasożytem nie oznacza "opowiadania się po stronie zła"; pasożyty zapewniają harmonię w przyrodzie – podkreśliła w rozmowie z PAP mykolog dr hab. Marta Wrzosek.
Zwykle myślimy o grzybach w dwóch kategoriach – kulinarnej i zdrowotnej. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to "podkręcenie" dania jadalnymi owocnikami borowików czy czubajek przenosi je w "szósty wymiar" smaku. Jednak, kiedy pomyślimy o grzybach w kontekście zdrowotnym, często pierwszym skojarzeniem są grzybice czy zakażenia grzybiczne. O tym, jak pożyteczną rolę pełnią te organizmy w świecie ludzi i przyrody opowiedziała PAP dr hab. Marta Wrzosek, biolog, mykolog, profesor UW, pracownik ogrodu botanicznego i wykładowca na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Przyznała, że grzybice, grzybicze choroby roślin i inne nieprzyjemne aspekty z którymi kojarzymy grzyby oczywiście istnieją, jednak, jak zauważyła, "grzyby jako pasożyty są elementami selekcjonującymi".
Wyjaśniła, że zgodnie z paradygmatem darwinowskim, "świat istnieje, ewoluuje dzięki temu, że rodzi się więcej osobników, niż może przeżyć - a przeżywają te, które są lepiej dostosowane, w tym również bardziej odporne na zakażenia grzybicze".
Lepsze genotypy to nie zawsze te, które przejawiają się poprzez wielkość czy urodę. Czasem mniejsze rozmiary, ale zwiększona odporność na mikroorganizmy może mieć znaczenie adaptacyjne. Badaczka dodała, że – jakby nie patrzeć – grzyby nie wybijają wszystkich organizmów, tylko eliminują najsłabsze.
"Wiem, że w odniesieniu do ludzi może brzmieć to okrutnie, ale w przyrodzie to norma" – zaznaczyła wyjaśniając, że np. nie z każdego nasiona klonu wyrośnie nowe drzewo, choć wytwarza on ich bardzo dużo. Znaczenie dla przetrwania nasienia i wykiełkowania nowego osobnika będzie miała oczywiście gleba, na którą padnie nasiono, ale również jego oręż przeciwko grzybom, które z pewnością w czasie jesiennego i zimowego sezonu będą próbowały pokonać barierę łupiny nasiennej i wykorzystać zgromadzone zasoby.
Grzyby pełnią rolę selekcjonerów. I to jest dobra rola, a bycie pasożytem - podkreśliła Wrzosek - nie oznacza "opowiadania się po stronie zła". "Pasożyty zapewniają harmonię w przyrodzie, a my po prostu musimy się z tym pogodzić" - dodała.
Zapytana o to, co by się wydarzyło w lasach, gdyby nie było w nich grzybów, wróciła do przykładu klonu. "Pod drzewem mielibyśmy setki małych kloników i nic innego by nie mogło tam rosnąć" – dodała.
Do tego, jak zauważyła, grzyby rozkładają ściółkę – wszystkie opadłe listki i gałązki, niezebrane owoce i zwalone pnie. Gdyby grzyby przestały się tym zajmować - mówiła - "z każdym rokiem liści i gałęzi by przybywało i nawet, gdyby ludzie się bardzo starali, cięli je na drobne kawałeczki, to nie byliby w stanie ich kompostować, bo do tego także potrzebne są grzyby”. Mogłoby to doprowadzić do tego, że nierozłożone liście i gałęzie „udusiłyby” całe życie roślinne na Ziemi. „Zwłaszcza, że grzyby, kiedy rozkładają ściółkę, uwalniają minerały do gleby" – wskazała dr Wrzosek.
"Część grzybów produkuje także związki stymulujące wzrost roślin" – dodała. Jako przykład wskazała sytuację, w której czasem na zadbanym trawniku pojawia się, rosnący w rządkach i łukach krwawnik (Achillea millefolium L.). Jego wzrost jest stymulowany przez grzyby, żyjące w darni, a łuki są odwzorowaniem żywej grzybni rozrastającej się pod powierzchnią gleby. "Obecność grzybów przekłada się na większą różnorodność roślin na łące, czego dowiódł w 2020 roku Maurizio Zotti wraz z zespołem" - zauważyła.
Marta Wrzosek dodała, że ludzie wykorzystują także grzyby, żeby produkowały dla nich potrzebne im substancje – choćby bakteriobójczą penicylinę dawniej otrzymywaną z pędzlaków Penicillium, czy napoje alkoholowe, które uzyskujemy dzięki drożdżom. (PAP)
Źródło: naukawpolsce.pl, Mira Suchodolska
mir/ agz/ ktl/