Do 37. roku życia pracowałam w dużej korporacji, gdzie spełniałam się zawodowo, pracując w różnorodnym wielokulturowym środowisku. Wspaniali ludzie, bajeczne podróże, bardzo dobre warunki bytowe i finansowe – wszystko to sprawiło, że 15 lat minęło jak jeden dzień… Firma była solidnym i bardzo dobrym pracodawcą – dlatego decyzja o zmianie była bardzo trudna. Rozstanie kosztowała mnie dosłownie „morze łez”.
Decyzja zaczęła dojrzewać po przekroczeniu magicznego w moim przypadku wieku lat 35 – wtedy coraz więcej miejsca w moim sercu i głowie zaczęły zajmować „niewygodne” myśli nt. sensu życia. Czy ma to być codzienne chodzenie do pracy na etacie, który przecież zajmuje 80% mojego czasu? Potem następuje ciąg rutynowych zdarzeń typu zakupy, godzina aerobiku, prace wokół domu, lampka wina do kolacji, relaks w wannie połączony z lekturą kolorowego tygodnika, godzina lub dwie (tylko!!!!) rozmowy i obcowania z bliskimi i…. sen. Zauważyłam, że jedyny czas, kiedy pojawiają się marzenia (o podróżowaniu, rysunkach pastelami, pisaniu książki, harmonii, spokoju wewnętrznym, spełnieniu) to czas 40-minutowego joggingu, który od czasu do czasu udawało mi się uprawiać :-) lub na krótko przed snem. Resztę czasu zajmowało krzątanie się wokół domu, dziecka, męża. Codzienność też może być piękna, ale moją głowę i serce rozsadzała chęć działania poza ramami codziennej rutyny, a łączenie pracy na etacie z macierzyństwem absorbuje maksymalnie i… usypia marzenia.
037Potrzebowałam wyraźnego kopniaka, bodźca, który zmusi mnie do zmian.
Postanowiłam wybrać się na wakacje, aby mieć więcej czasu na rozmyślania o nowych wyzwaniach. Wyjechałam SAMA na tydzień. Spędziłam go w SPA – w błogiej atmosferze nic-nie-robienia i dbania-o-swoją-urodę. TO BYŁO NUDNE!!!! Odpoczęłam? Na pewno. Ale nie otworzyło to żadnych klapek w mojej głowie. W czasie biegania po parku miałam ciekawsze przemyślenia, niż leżąc pod warstwą kremów i błota 
Dla odmiany wybrałam się na obóz paramilitarny na Majorkę, gdzie przez tydzień miałam poddawać się reżimowi ruchu i diety oczyszczającej. Przeżyłam ten tydzień, wróciłam odmieniona, uspokojona i szczęśliwa. TO BYŁO TO!
W ciągu dwóch lat wprowadziłam formułę paramiltarnej odnowy (BootCamp) na rynek polski. Moje obozy odbywają się w luksusowych chatach górskich, gdzie ludzie kochający aktywność odnajdują siebie na nowo, odrywają się od zgiełku i codzienności, aby zadbać
o ciało poprzez ostry bezkompromisowy trening, i o duszę - wyciszając gonitwę myśli. Nasz program to pobudka o 5:30, power joga, 7 godzin kondycyjnego marszu po szlakach górskich, ćwiczenia na płaski brzuch, masaże, ponownie joga i dieta oczyszczająca organizm. Dzień w dzień po 12 godzin ruchu i wycisku! Nie tolerujemy zachowań „gwiazdorskich”, maruderzy są u nas stawiani do pionu,  a wszyscy wyjeżdżają po tygodniu odmienieni i zafascynowani programem. Potem piszą i dziękują, opowiadają o zmianach, jakie zaszły w ich życiu po programie, nawet piszą wierszem recenzje z pobytu!
Spełnianie marzeń to trudna ścieżka, często pod górkę, ale zdecydowałam się na nią wejść – na przekór wygodnej stabilizacji – w imię stabilizacji TWÓRCZEJ.
Czy przedsięwzięcie było ryzykowne? Chyba tak… bo oparte głównie na moim zapale
i wierze, że to, co mnie fascynuje, pociągnie za sobą innych zwolenników. Mogłam się mylić… Ale się NIE MYLIŁAM! Natychmiast po pojawieniu się tematu na portalach internetowych
i w wyszukiwarkach, ludzie zaczęli dzwonić i zapisywać się na turnusy! Strzał był w dziesiątkę, wielu Polaków od dawna poszukiwało czegoś takiego, radykalnego sposobu zabrania się za siebie – i miejsca, które im to ułatwi.
I tak marka DajSobieWycisk od samego początku cieszy się uznaniem wśród zwolenników zdrowego i aktywnego wypoczynku, ma grono stałych klientów i zdobywa coraz większą popularność za sprawą „marketingu szeptanego”, kampaniom internetowym, artykułom
w prasie i wieloletniej renomie marki opartej na najwyższym poziomie usług, uczciwości i pasji.
Działania towarzyszące wprowadzeniu jej na rynek polski były mieszanką intuicji, doświadczeniom zdobytym podczas pracy w korporacji oraz marketingu partyzanckiego (kosztowne działania zastępowałam często ich tańszymi zamiennikami, które podpowiadała mi moja intuicja kobieca, życiowa i biznesowa). Intuicji i wiary było w tym zawsze najwięcej – może dlatego program jest unikalny i tak lubiany.
Praca w korporacji dawała mi bardzo dużo, ale prowadzenie programu odnowy DajSobieWycisk daje mi wszystko, o czym naprawdę marzyłam: spotkania ze wspaniałymi ludźmi, aktywny tryb życia… Mój program odnowy umożliwia ludziom przemianę; zmienił także mnie: pokochałam jogę, góry, mam wysportowane ciało i duszę . Brzmi jak wakacje? A to moja praca właśnie !
Więcej o wakacjach, które mogą stać się sposobem na życie na www.dajsobiewycisk.pl
Autor: Barbara Olszewska